szukaj
Materiały filmowe Zobacz więcej
DSC_2085

DSC_2085

Data: 2011-01-10

W najnowszym numerze
REKLAMA
szukaj

Praktyki lekarsko-pielęgniarskie

Rozmowa z dr. hab. med. Jackiem Imielą, Konsultantem Krajowym w dziedzinie Chorób Wewnętrznych, ordynatorem Oddziału Chorób Wewnętrznych i Nefrologii w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym i kierownikiem Zakładu Pielęgniarstwa Społecznego Wydziału Nauki o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

 

- Cieszę się ze spotkania z Panią, ponieważ właśnie zamierzałem nawiązać kontakt z pismami pielęgniarskimi. Mam plan, który może zainteresować środowisko pielęgniarek i położnych.
 

- Proszę opowiedzieć o tym planie.
 

- Od 27 lat na wakacyjnych praktykach w Działdowie pracuję ze studentami wydziałów lekarskich. Najbliższe praktyki będą wyjątkowe, ponieważ zabieram na nie również studentów pielęgniarstwa
 

- Co jest coś szczególnego w tych praktykach?
 

- Odpowiem trochę nie wprost. Moją główną pasją jest medycyna (głównie interna), diagnostyka i leczenie chorych. Ale mam również zainteresowania społeczne, humanistyczne.

 

Chciałem zajmować się dydaktyką, ale inaczej niż się to odbywa na uczelni. W szpitalu kieruję dużym oddziałem, gdzie przebywa wielu chorych.

 

Zapraszam do niego studentów wydziałów lekarskich. Do Międzylesia co tydzień przyjeżdża 50-60 młodych ludzi, których zapoznaję z istotą medycyny praktycznej.

 

Rozmawiamy z pacjentami. Wprowadzam studentów w ludzkie i medyczne problemy pacjentów.

 

Robię to z rozmysłem, uważam, że trzeba uczyć medycyny bezpośrednim słowem: rozmową z chorym, z lekarzem, z rodziną. Jest to forma przekazu mistrz – uczeń.
 

Mimo że nie byłem pracownikiem uczelni, od 27 lat prowadzę największe studenckie koło naukowe na warszawskiej Akademii Medycznej (obecnie uniwersytecie).

 

Latem jeżdżę ze studentami do szpitala w Działdowie. Część pracujących tam lekarzy wyjeżdża na urlopy, a my leczymy ich pacjentów. Studenci po raz pierwszy stają się lekarzami.
 

Niby zwyczajne praktyki wakacyjne, ale prowadzone w specyficzny sposób.

 

Studenci nie są puszczeni samopas do szpitala, gdzie albo się ktoś nimi zajmie, albo nie. Tu pracują w zespole, są kilka razy dziennie szkoleni.

 

Ja codziennie oglądam i badam wszystkich chorych, ale tak naprawdę to studenci są ich lekarzami prowadzącymi: badają, opisują, wypisują recepty, wydają zlecenia (które oczywiście zatwierdzam, ale jeśli są prawidłowe – idą).

 

Po prostu leczą. W ten sposób uczą się, że medycyna to nie tylko rzemiosło, ale również sztuka. Studia medyczne są studiami zawodowymi. Praktyka jest niezbędna.

 

W Działdowie studenci (wszystkich roczników, po pierwszym roku, ale także ludzie świeżo po studiach) mają stosunkowo dużą samodzielność – a więc szansę zweryfikowania w praktyce tego, czego się uczą w uczelni.

 

Niektórzy jeżdżą przez 5 kolejnych lat. Mając takie doświadczenie, stają gotowymi do podjęcia pracy, dobrymi lekarzami.
 

Co 2 lata organizujemy duże ogólnopolskie konferencje naukowe z udziałem wielu autorytetów medycznych.
 

- A co ze studentami pielęgniarstwa?
 

- Uważam, że tak lekarz, jak i pielęgniarka nie mogą się zajmować wyłącznie chorobami, przede wszystkim muszą się zajmować chorym człowiekiem.

 

Właśnie dlatego zdecydowałem się przyjąć propozycję kierowania Zakładem Pielęgniarstwa Społecznego na WUM.

 

Widzę w tym nowe możliwości realizowania koncepcji praktycznego uczenia medycyny.

 

Zakład przekazuje pielęgniarkom nie tylko wiedzę medyczną, lecz również humanistyczną i społeczną. To podsunęło mi myśl o wspólnych praktykach lekarzy i pielęgniarek.

 

W kraju ten model zrealizujemy po raz pierwszy.

 

Na świecie widywałem próby integracji pielęgniarsko-lekarskiej w przebiegu kształcenia; także w codziennej pracy tworzone są grupy terapeutyczne, w skład których obok lekarzy wchodzą pielęgniarki.
 

Pielęgniarka, szczególnie pielęgniarka oddziałowa, profesjonalistka po wyższych studiach ma dużą wiedzę medyczną i humanistyczną.

 

Powinna reprezentować wysoki poziom ludzki i zawodowy, nie tylko z dziedziny pielęgniarstwa, ale i medycyny.

 

Nie jest jej zadaniem leczenie, ale musi być dobrze wyszkolona w medycynie, na studiach ma przecież przedmioty takie, jak interna, chirurgia itd.

 

Pielęgniarka również jest specjalistą medycznym, co trzeba mocno podkreślać.
 

Uważam, że pielęgniarka musi swobodnie poruszać się w zagadnieniach medycznych: wiedzieć, na jakie choroby pacjenci chorują, jak się je leczy, jak diagnozuje, jakie są rokowania – bo tylko wtedy może być profesjonalnym współpracownikiem lekarza.

 

W wielu krajach tak jest. W Polsce niestety bywa inaczej.

 

U nas często traktuje się personel pielęgniarski jako pomocniczy, biernie i bezrefleksyjnie wykonujący polecenia („Pani Krysiu, pani zrobi to i to”). A tak nie powinno być.

 

Pielęgniarka musi współuczestniczyć w procesie diagnostyki i leczenia chorych. Czyli mówimy o zespole lekarsko-pielęgniarskim, który wspólnie diagnozuje i leczy chorych.

 

W moim przekonaniu realizacja takiej koncepcji niezwykle podniesie jakość tego, co robimy przy chorym.
 

- To słowa, które wielokrotnie słyszę od pielęgniarek. Ale ten model trudno się przyjmuje...
 

- Od czegoś trzeba zacząć. Od czasu, gdy zostałem kierownikiem Zakładu Pielęgniarstwa Społecznego, pewne elementy tego modelu próbuję wprowadzać u siebie w oddziale.

 

Pielęgniarki biorą udział w naszych posiedzeniach, w omawianiu chorych. Te, które uczestniczą w odprawach, przekazują informacje koleżankom zajętym innymi czynnościami przy pacjentach.

 

Podczas odpraw dodają swój komentarz, sygnalizują sprawy, o których my nie wiemy, uzupełniają wiedzę lekarzy. Pielęgniarskie obserwacje są bardzo pomocne w terapii.

 

Myślę, że w ciągu tego roku uda mi się stworzyć regularny terapeutyczny zespół lekarsko-pielęgniarski w moim oddziale.

 

Druga sprawa to wprowadzenie nowych koncepcji do kształcenia pielęgniarek. Szkoląc od lat lekarzy, stworzyłem pewien model.

 

Na marginesie dodam, że jest on zbieżny z projektowanym przez Ministerstwo Zdrowia systemem upraktycznienia studiów.

 

Ustawa, która niedługo wejdzie w życie, likwiduje staż podyplomowy, co jednak wymaga właśnie zwiększenia czasu poświęconego praktyce medycznej w okresie studiów.

 

Uniwersytety medyczne nie zawsze są do tego przygotowane. Trzeba więc dostosować system kształcenia do projektowanych zmian.
 

Myślę, że warto upraktycznienie studiów (które realizuję z grupą studentów z wydziałów lekarskich) rozciągnąć na pielęgniarki.

 

Przy moim zakładzie na uczelni działa prężne koło naukowe studentów pielęgniarstwa. Kilka osób pojedzie w czasie wakacji do Działdowa.

 

Studenci pielęgniarstwa będą się uczyć wspólnej pracy przy chorym ze studentami wydziałów lekarskich. Pewne rzeczy trzeba wdrożyć już na studiach.

 

Jestem ciekaw, czy młodym ludziom studiujących pielęgniarstwo te metody się spodobają – i czy zaakceptuje je młodzież lekarska.
 

- Nie wyobrażam sobie, że jedni czy drudzy mieli by to odrzucić...
 

- Z cała pewnością obie grupy bardziej docenią wzajemne umiejętności i kompetencje, jeżeli będą pracować razem. Podczas działdowskich praktyk będą mieli taki sam program.

 

Studenci pielęgniarstwa będą brać udział we wszystkich szkoleniach i zajęciach – będą razem pracować w zespole: konsultować się, szukać rozwiązania, diagnozować, dobierać sposób postępowania z chorym.

 

Taki jest cel i mam nadzieję, że uda się zaproponować takie właśnie podejście do leczenia chorych: kompleksowe i wspólne.

 

Wszyscy mamy coś do powiedzenia i zrobienia i wszyscy za to odpowiadamy. Pracując w szpitalu i na uczelni, mam możliwość wypracować model, który ma szansę się przyjąć.

 

Ponieważ zostałem niedawno Konsultantem Krajowym w dziedzinie Chorób Wewnętrznych, spróbuję go rozpowszechnić w środowisku internistycznym, pokazując zalety wspólnej pracy młodzieży lekarskiej i pielęgniarskiej.

 

Myślę, że zyska to poparcie Towarzystwa Internistów Polskich.

 

Szukamy także wsparcia środowisk pielęgniarskich. Bez wątpienia potrzebne jest odpowiednie przygotowanie do zespołowej pracy zarówno jednej, jak i drugiej grupy.

 

A także pokonanie pewnych stereotypów. Najłatwiej o to na początku drogi zawodowej, dlatego tak bardzo liczę na studentów.
 

- W Europie i na świecie przykłada się dużą wagę do działań doskonalących umiejętności współpracy.
 

- Właśnie o to mi chodzi. Chcę doskonalić umiejętność wspólnego działania. Problemy środowiska medycznego w Polsce są bardzo złożone.

 

Mamy towarzystwa lekarskie i pielęgniarskie, związki zawodowe i samorządy. Nie zawsze działania tych dużych organizacji są zbieżne, często się zderzają.

 

Moim zdaniem wynikają z tego głównie porażki. Kształtowanie umiejętności wspólnego działania to naprawdę ważne zadanie.

 

W dziedzinach zachowawczych, takich jak interna, są tematy, gdzie współdziałanie udaje się dobrze. Obserwuję to w praktyce: na moim oddziale jest część nefrologiczna.

 

To jest specjalność pół zabiegowa – pół zachowawcza, ale rola i odpowiedzialność pielęgniarek jest bardzo duża i koncepcja pracy zespołowej często bywa tu realizowana.

 

Pielęgniarki są świetnie wyszkolone i biorą bezpośredni udział w diagnostyce i leczeniu chorych.
 

- Życzę Panu powodzenia, bo ta koncepcja mogłaby się przyczynić do spełnienia aspiracji i planów pielęgniarek – ale przede wszystkim do poprawy opieki nad pacjentem.
 

- Życie pokazuje szkodliwość braku współpracy.

 

Leczenie przebiegło pomyślnie, ale nieodpowiednia pielęgnacja (lub jej brak) doprowadza do niepowodzenia – i odwrotnie: staranna opieka pielęgniarska zostaje zaprzepaszczona, bo pewne rzeczy zlekceważył lekarz.

 

Jeżeli praca się odbywa w zespole, szansa na powodzenie jest większa.

 

Element humanistyczny nie dotyczy tylko pielęgniarek i lekarzy, ale wszystkich profesjonalistów w zespole terapeutycznym, np. rehabilitantów, dietetyków, kapelanów szpitalnych.

 

Nie do pomyślenia jest sytuacja, żeby ktokolwiek z nich podejmował działania wobec pacjenta bez porozumienia z pozostałymi.

 

Cały czas musimy pamiętać, że nie leczymy przypadku, ale leczymy chorego człowieka z jego problemami, emocjami, trudnymi warunkami życia, wpływem środowiska, w jakim żyje – często zagrożonego śmiercią.

 

To jest prawdziwy wymiar medycyny. To jest to, czym się pasjonuję. 
 

Rozmawiała Maria Domagała

Data dodania: 2009-04-22 13:06:09
Oceń
  • Currently 1.5/5 Stars.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyślij znajomemu
Wpisz adres e-mail osoby, do której chcesz wysłać informacje.

Informacja

Zaloguj się aby dodać komentarz.



REKLAMA
 
 
ISSN 2083-7852
Projekt i realizacja
UNIA EUROPEJSKA

Projekt współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego.